pl.NETWORK

[Film na wieczór #5] Safe House (2012)

2 komentarzy

thomasward9
48
8 dni temuBusy3 min czytania

Safe House (2012)

Raz na jakiś czas uwielbiam sobie włączyć kliszowate akcyjniaki wypełnione po brzegi strzelaninami i pościgami. Takie filmy, o ile są dobrze zrealizowane, zapewniają naprawdę masę radochy i niewymagającej intelektualnie rozrywki. Gdy zobaczyłem obsadę “Safe House” złożoną z Denzela Washingtona, czyli jednego z moich ulubionych aktorów, oraz z Ryana Reynoldsa, którego po prostu przyjemnie się ogląda na ekranie (tylko w lekkich, prostych filmach), już wiedziałem, jaki będzie mój plan na wieczór. Cóż, powiem wam, że nie pożałowałem wyboru.

enter image description here

Fabuła w “Safe House” jest, bo jakaś musi być. W skrócie Reynolds jest tym dobrym agentem CIA, a Washington tym złym handlarzem tajnych, skradzionych MI6 informacji, którego wszyscy chcą zabić. A że Reynolds ma za zadanie go chronić, wszyscy chcą zabić także i Reynoldsa. Do tego w tle mamy różne intrygi, zarówno na szczeblu międzynarodowym (gierki agencji wywiadowczych), jak i na szczeblu wewnętrznym w CIA (walka o wpływy w agencji). Ot, typowy film akcji. Choć może nie do końca - naprawdę zaskakująca była brutalność i bezwzględność, z jaką pokazano działania amerykańskiego wywiadu. Wydawać by się mogło, że holywoodzkie filmy akcji skierowane do masowej publiki raczej ugrzeczniają CIA, tutaj zaś amerykańscy agenci na masową skalę torturują i mordują swoich wrogów na terenie suwerennych państw.

Ale dość o przeciętnej fabule, która gra tutaj drugorzędną rolę. Duet Washington-Reynolds ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Ten pierwszy nie miał na ekranie za dużo do pokazania - odgrywana przezeń postać jest zła, choć nie brak jej ambiwalencji. Scenarzysta nie nadał jej wystarczającej głębi, lecz Washington, jak zwykle zresztą, wyciągnął z roli wszystko, co się tylko dało, przez co wypadł bardzo dobrze. Reynolds natomiast zagrał na solidnym poziomie, choć miałem wrażenie, że momentami gubił się w swojej roli. Może dlatego, że postać była napisana bez większego pomysłu.

Sceny akcji są niestety bez szału. Nie zrozumcie mnie źle, jest okej i ogląda się je w większości z przyjemnością, ale niektóre wypadły bardzo sztucznie i niezbyt emocjonująco. Szczególnie pierwszy wielki pościg wypadł drętwo. Sporo błędów popełniono w scenie strzelaniny w budynku - wyszkoleni agenci CIA używają M16 zamiast pistoletów maszynowych, poza tym w bardzo łatwy sposób dają się wyłączyć granatom hukowo-błyskowym. Wątpię by prawdziwi amerykańscy operatorzy CIA popełnili w podobnej sytuacji aż tak poważne błędy. Natomiast zdecydowanie warto pochwalić sceny dziejące się w okolicach stadionu. Wreszcie zwykła policja ma w tego typu akcyjniakach odpowiednią rolę i nie jest bandą kilku patałachów niezdolnych zauważyć trwającej w centrum ogromnego miasta strzelaniny.

Ciekawie wypadła praca kamery, szczególnie mocne, charakterystyczne zbliżenia na twarze. Swoją drogą “Safe House” jest filmem bardzo interesująco zmontowanym - momentami sprawnie połączono ze sobą wiele szybkich ujęć, często w kolejności niechronologicznej. Nie jest to coś genialnego, zabieg podporządkowany jest wyłącznie wzmocnieniu dynamiki filmu, ale summa summarum wyszło naprawdę świetnie. Czasami z prawdziwą przyjemnością obserwowałem wydarzenia na ekranie właśnie z powodu owego montażu. Szkoda jedynie, że muzyka była mało wyrazista. Pół godziny po zobaczeniu filmu nie pamiętam nawet jednego momentu, w którym by się pojawiła.

“Safe House” to niezły akcyjniak, idealny na nudny, deszczowy wieczór. Fabuła mieli kliszę za kliszą, przez co wychodzi scenariuszowa papka, która nie smakuje tak źle, połączona z duetem Washington-Reynolds oraz niezłymi technikaliami. Film obejrzałem jednym tchem, jest idealny na deszczowy wieczór.

  • oryginalny tytuł: Safe House
  • data premiery: 2012
  • gatunek: thriller
  • reżyseria: Daniel Espinosa
  • scenariusz: David Guggenheim
  • aktorzy: Denzel Washington, Ryan Reynolds, Vera Farmiga
  • moja ocena: 6/10

Komentarze

SortujNajlepsze