pl.NETWORK

Cudze chwalicie, swojego nie doceniacie - analiza architektury Londynu

2 komentarzy

maciek-mowi
40
11 dni temuSteemit8 min czytania

Pierdololo przy porannej kawie.

Miałem okazję być w Londynie paręnaście razy. Jak byłem tam po raz pierwszy mając 20 lat to się zachwyciłem architekturą.. starego miasta. Tak w porównaniu z moim 200k miasteczkiem strasznie mi się podobały potężne kamienice, zatrzęsienie posągów oraz miłe dla oka gzymsy. Tak, przyznam, że miałem cieczkę architektoniczną i zrobiłem chyba 1000 zdjęć w tydzień. No, ale trzeba było gdzieś spać. Za pierwszym razem spałem na Wembley, ponoć milionowej dzielnicy. Domek aż 90 letni w tej chwili, ale pięknie zrobiony i nic by nie sugerowało jego wieku. No, ale żem człowiek ciekawski zacząłem chodzić po dzielnicy, zaglądać w zakamarki - chciałem zobaczyć jak wygląda życie poza obiektami turystycznymi i.. lipa. Przez trzy dni jeździłem po dzielnicach mieszkalnych żeby sprawdzić wszystko co się da no i lipa. Czemu lipa? Angielska zabudowa jest odrażająca i dusząca. Tysiące domków jeden obok drugiego z jakimś mini ogródkiem niedającym żadnej prywatności czy realnej przestrzeni wypoczynkowej. Ani tu grilla rozpalić, ani zrobić imprezę, bo.. 2 metry w lewo jest sąsiad, a dwa metry w prawo też jest sąsiad. Same domki są nieforemne, mało funkcjonalne, często z uginającego się drewna. Nasadzone są jeden na drugim. Nie ma miejsc parkingowych ani kawałka zieleni poza tym ogródkiem. Może i stąd ta zboczona lubość Anglików to kładzenia się plackiem na każdym napotkanym kawałku trawy, nawet w centrum, co dla normalnego człowieka jest co najmniej dziwne. Tak więc jesteśmy na takim Wembley czy Stratfordzie i chcemy zrobić zakupy. Wstajemy, idziemy kawałek, mijamy trawniki, drzewa, puste przestrzenie między budynkami i idzie do jakiejś sklepu z zielonym płazem na szyldzie czy marketu z czerwonym robaczkiem? Nie. Co więc zatem robimy? Zapier… idziemy przez co najmniej 20 minut do czegoś co my nazywamy marketem. Nawet spożywczaka zgodnego z polskimi standardami, gdzie mamy wszystko, naprawdę wszystko, nie uświadczymy. Nie kupimy wszystkiego w jednym miejscu. Już nie będę wspominał, że nie kupimy normalnego jedzenia i już nie będę się tutaj rozwodził nad wyższością polskiego chleba nad tostowym ciastkiem, ale weźmy na przykład pomidory. Bezsmakowy plastik. Jakbym mi ktoś zakrył oczy i kazał zagadnąć co jem, to powiedziałbym właśnie, ze plastik. Czipsów w “polskich” smakach też nie znajdziemy, za to octowe to tak. Nie trzeba wiele mówić, ale w Anglii można się odchudzić, bo nie ma co jeść, a nawet słodycze są za słodkie i jakieś takie sztuczne. No, ale wróćmy jednak do tej architektury. Jak dla mnie jest dusząca. Budynek na budynku, brak zieleni, wszystko wygląda tak samo - domy, większe budynki, wszystkie kolory i kształty są takie same. Monotonia, nuda i dezorientacja w terenie są gwarantowane. Ktoś wsadzi ci worek na głowie wywiezie 10 km dalej i wszystko wygląda identycznie. Chcesz iść na spacer? W sumie to nie bardzo jest gdzie. Park? No tak, park. Zapitalaj sobie po parku, który ani trochę w niczym natury nie przypomina i jest nadźgane tam ludźmi. Chcesz iść na rower pojeździć po lesie? Zapomnij! Zanim dojedziesz to będzie ciemno.

Wracamy do Polski na nasze dobre komunistyczne osiedla lub te wybudowane jeszcze we wczesnych latach 90 i nagle człowiek oddycha. Dlaczego? I to nie jest żart - owe osiedla były zbudowane z głową! Tak moi drodzy. Komunistyczni architekci planowali i tworzyli przestrzenie między blokami i wieżowcami - przestrzenie wypoczynkowe, przestrzenie dla ludzi. Może wielkości mieszkań w niektórych przypadkach pozostawiały wiele do życzenia, ale sama “okolica” nic z tych rzeczy. W latach 90 standardem bowiem były setki placów zabaw, boiska, jakieś ławeczki, betonowe stoły do pingponga i okazjonalne boiska do jakiegoś innego sportu. Komunistyczne osiedla i te wczesno postkomunistyczne były osiedlami mieszkalnymi! Jest gdzie wyjść, jest gdzie się przejść. Sporo sklepów, sporo tych komunistycznych budynków typu “dom usług”. Powiem Wam tak - jakbyście standardowe polskie osiedle przetransportowali w okolice angielskie wasze mieszkanie nagle warte byłby z 3 mln funtów. W końcu tam w najgorszych dzielnicach mieszkania w nowych wieżowcach kosztują po 1,2 mln GBP. Inną sprawą natomiast jest to, że skurwysy.. Volksdeutsche z PO-PSL tak posprzedawały, tak poreprywatyzowały i takie machloje porobiły, że wszystkie te boiska, wszystkie parki i inne nawet “puste podwórka” zostały zabudowane tymi dziadowskimi nowymi bloczkami mającymi po 3 piętra żeby czasem widny nie wsadzić do 4 piętrowych, ogrodzonych chamskim ocynkowanym płotem położonym w odległości 2m od ściany budynku. PO-PSL tak zderegulowało przepisy budowlane co, gdzie, jak i w jakiej odległości można budować, że działka raz zostały sprzedane za bezcen deweloperom, a oni mogli i mogą robić tam co chcą. Skutkuje to tym, że nabudowanych zostało tzw. “sypialni”, czyli blok w blok, sąsiad sąsiadowi zagląda do mieszkania - tragedia, nie ma gdzie wyjść, nie ma realnego podwórka. Jeszcze deficyt budownictwa społecznego, tego planowanego doprowadził właśnie do drastycznego wzrostu cen, który zamanifestował się gdzieś około 2004 roku, np. Moim sąsiadom udało kupić się swojej 64m2 mieszkanie za 90k PLN, a rok później jego wartość wynosiła już 230k PLN, bo zrobił się taki boom budowlany (poszukajcie hasła Józef Oleksy (SLD) konsorcjum budowlane). Zilustrujmy matematycznie to czyste skurwysyństwo. Uświadamiam tych co nie pamiętają lub nie wiedząc, że wysokość wynagrodzenia minimalnego czy przeciętnego nie zwiększyła się proporcjonalnie do wzrostu cen nieruchomości co przekłada się mniej więcej tak, że mieszkanie z ww. przykładu przed 2004 można było spłacić za 10 lat minimalnej, a dziś za 28 lat, czyli prawie trzy razy dłużej! Co to znaczy? Że single, wdowy czy wdowcy mieszkania raczej nie kupią. Wierzę, że było to celowy trik nie tylko do napychania kieszeni zawyżonymi cenami mieszkań - dobrem podstawowe, ale także braniem gigantycznych łapówek z tytułu polityki dostarczenia taniej siły roboczej na zachód Europy - są to bowiem czasy masowej emigracji z kraju, nie bez powodu, czy widoków, a tym bardziej walorów architektonicznych obczyzny. Nie wspomnę już o likwidacji funduszy spółdzielczych i przekierowano wszystkiego do komercyjnych banków zagranicznych, a Mora(n)wiecki jeszcze wpuścił do Polski jedno z największych złodziei świata - JP Morgan. Nieważne z której strony ci politycy są, ale jak poczują koryto to ruchają naród ile wlezie co w końcu musi skończy się wojną domową i wyrzynaniem tego ścierwa. Ja wiem, że każdy z nich wierzy, że ukryje się na strzeżonym osiedlu ze strażnikami, no ale bez przesady. Dlatego naród musi mieć prawo do broni, żeby móc się bronić przed despotyzmem władzy ktokolwiek by nie “rządził” i przypominać jej kto tak naprawdę ma rządzić państwem i komu mają oni służyć (a nie jak Haneczka z Warszawki, spaślaczek z Gdańska co nie pamięta czy ma 10 mieszkań czy 15, albo Rysiek Szósty Król co przepisał majątek na żonę żeby go ukryć w zeznaniu publicznym tuż przed tym jak pojechał w ramach protestu na ciepłe wakacje dymać blondynkę z wadą wymowy).

No, odbiegam trochę od tematu i skupiłem się na politykach. Może dlatego, że idą wybory samorządowe i śmiech mnie bierze jacy gamonie ze szkolnej ławki kandydują, a kandydując tacy co na koniec podstawówki dobrze czytać nie umieli lub inni gamonie i oszuści, a nawet jedna niedojda, którą szkoliłem pro podobno w pierwszej pracy pomimo, że był on ode mnie z 6 lat starszy i co tak mu nie pomogło. Ale wrócę jeszcze do Londynu. Ktoś powie, “no tak, ale tam to wszystko było budowane wcześniej niż u nas i taki uzus i ple ple ple ple”. I tak i nie. Co było budowane wcześniej jak wspomniany domek 90 letni na Wembley to tak, ale dużo nowych udaje się w tym starym stylu. Przykład na Stanfordzie gdzie nocowałem był wolny parking. Zlikwidowano go i wsadził tam taki “pasek” ni to blok, ni to dom coś co wygląda jakby miało 1,5 kondygnacji. Podłużny parking na 6 samochodów i jakieś 4 karłowate drzewka w odległości 1,5m od ściany budynku, czyli: budynek, chodnik, parking i między odstępami miejsc dla samochodów w kwadracie 40x40 cm drzewko. No, śmiech na sali. Cena? 650-750 k GBP. U nas nikt by tego nie kupił. Takie pawilony to były, no właśnie pawilony.. handlowe. Najśmieszniejsze, że stoi to wszystko na dosyć sporej działce wraz z innymi domkami. Domki te wykonane są trochę z cegły, trochę z drewna, a niektóre ściany są z plastiku lub metalu wypełnionego pianką jak drzwi od obiektów użyteczności publicznej. Gdyby zamiast tego całego dziadostwa, postawić tam blok w “polskim stylu”, z garażem podziemnym, z ludzkim podwórkiem z.. normalnym internetem (czego w UK nie da się uświadczyć) to ten moloch przestałby być molochem, a zacząłby trącić namiastka normalności, o którą upominał się John Ruskin już jakiś czas temu.

Reasumując, już pomijając moje pierdololo. Nie ma się czego wstydzić w Polsce. Naprawdę! Osiedla i mieszkania mamy lepsze niż w takim UK. Jedyne co trzeba robić to chodzić na zebrania spółdzielni i dzielnic, upominać się o renowację budynków, klatek schodowych, o tworzenia placów zabaw, sadzenie zieleni, niepozwalanie na wstawianie bloków i marketów na boiskach i terenach wypoczynkowych. Trzeba też gonić i prać po łbach gówniarzy sprejujących elewacje i montować kamery tak jak ja (a są tanie i nie uwierzycie ile dindunuffinów potrafi kręcić się za dnia podczas nieobecności mieszkańców). Mój blok 2 lata temu ocieplono, ociepli go ładnie (kilka bloków dalej już nieładnie, ani kolory, ani wzory) i sam budynek jak i okolica zyskały nowego uroku.Tak więc, dbajcie o to co macie, gońce męty komunistyczne w spółdzielniach (prezesi mają pensje nawet po 40k PLN na miesiąc) i dopominajcie się o swoje. W końcu płacicie fundusze remontowe i niech te pieniądze będą wykorzystane z sensem dla społeczności mieszkańców, a nie kieszeni pracowników spółdzielni, gdzie w każdej jednej jest zatrudnionych wiele osób, ale bardzo mało z nich pracuje - czy się stoi czy się leży 6 tysięcy się należy - nie, kopa w dupę i do łopaty.

Komentarze

SortujNajlepsze