pl.NETWORK

Uda się czy się nie uda? Wypad na wyspy Perhentian przed porą monsunową - Malezja cz. 2

0 komentarzy

lynxialicious
52
11 dni temuSteemit6 min czytania

Wreszcie kierunek wyspa i błogie lenistwo! Tak, to lubimy! Trochę ryzykowne w okresie końca września jako że zbliża się pora monsunowa. Dlaczego? Ano dlatego, że często gęsto wyspy na wschodzie Malezji są po prostu „zamykane” - nie można się dostać na wyspy ot tak sobie. My jeszcze zdążyłyśmy, chociaż przywitanie w Kota Bahru nie należało do najcieplejszych =]

Bye bye KL!

Fajne w Azji jest to, że nawet jeśli bookujesz bilet lotniczy z AirAsia w przeddzień wylotu, to ceny nie spowodują zawału serca ;) Czytając wszelkie dostępne informacje dowiedziałyśmy się, że mamy maksymalnie czas do końca września żeby spędzić choć kilka dni na wyspach Perhentian. Oczywiście warto jeszcze sprawdzić prognozy pogody w Internecie czy choć odrobina słońca zagości na błękitnym niebie. W czasie kiedy decydowałyśmy się na lot, pogoda może nie była w 100% pewna i słoneczna, ale co tam. W końcu nie ryzykujesz, to nie masz. Tak oto wyruszyłyśmy z KL na wyspę Perhentian Kecil.


P_20180923_102046-01.jpeg

Jak dotrzeć z malezyjskiej „stolycy” na rajską plażę?

Najlepiej i najszybciej (zwłaszcza jeśli czas Was goni) jest iść po najmniejszej linii oporu i kupić bilet lotniczy z AirAsia. Lot trwa zaledwie niecałą godzinę i już jesteśmy w północno-wschodniej części kraju w Kota Bahru. Jeśli tak jak my, wylądujecie po 19, to niestety z publicznego transportu już nie skorzystacie. Zatem mamy następujące opcje:

  • albo bierzecie taksówkę - 72 ringgity do Kuala Besut, tutaj śpicie (jak będziecie lądować wieczorem w Kota Bahru) i nazajutrz bierzecie łódkę na wyspy,
  • albo nocujecie w Kota Bahru i następnego dnia ogarniacie resztę podróży.


P_20180924_112000-01.jpeg

My wybrałyśmy opcje numer 2 i spałyśmy właśnie w Kota Bahru. Żeby dotrzeć do miasta z lotniska w wieczornych godzinach można albo wziąć taksówkę albo Grab’a. Grab to azjatycki odpowiednik Ubera ;)

Aaaaa… czy wspomniałam jaka pogoda nas przywitała? Oczywiście, że ulewa. Miny nam trochę zrzedły, ale stwierdziłyśmy, że skoro jesteśmy już tak blisko, to nie zrezygnujemy :P

Podróży ciąg dalszy

Następnego dnia skoro świt ruszyłyśmy w poszukiwaniu autobusu do Kuala Besut. Kierujcie się na dworzec autobusowy w centrum miasta, a nie na dworzec ekspresowy na obrzeżach miasta. Nasz kochany kierowca trochę nie ogarnął z rana i wyrzucił nas właśnie na dworcu ekspresowym. Na szczęście nic się nie stało i zdążyłyśmy na czas dotrzeć na dworzec. Bus numer 639 kosztował nas zawrotne 6 ringgitów i w 1,5 h byłyśmy już w porcie w Kuala Besut. Kolejnym wydatkiem była łódka - bilety w dwie strony kosztowały łącznie 70 ringgitów na osobę. Ale to jeszcze nie koniec.


P_20180924_113556-01.jpeg

Otóż dla osób korzystających z dobrodziejstw Matki Natury w Malezji obcokrajowcy muszą uiścić opłatę 30 ringgitów na „ochronę środowiska”. Lokalsi zapłacą oczywiście mniej, bo jedyne 5 ringgitów. I co nie zapłacisz? Po takiej podróży? Oczywiście, że tak. Tym bardziej jeśli chodzi właśnie o ochronę środowiska.

Perhentian Kecil

Ogólnie wysp Perhentian jest kilka, z czego zaledwie dwie są „zamieszkałe”. My wybrałyśmy mniejszą, Kecil, która słynie z nieco imprezowego charakteru. Natomiast większa, Besar, jest podobno zdecydowanie spokojniejsza.
I co zastałyśmy jak tylko dobiłyśmy do brzegu Long Beach? Tak!!!!!!! Słońce! Ani śladu tych dziwnych, bardzo mokrych i niesprzyjających prognoz pogody. No tak to się można bawić! Szybkie zrzucenie bagaży i rura na plażę, taaaaak!


P_20180924_111905-01.jpeg

Co można porobić poza leżingiem, smażingiem i plażingiem?

Bardzo dużo! Generalnie wyspy Perhentian to raj dla nurków. Dla tych, co wolą podziwiać mieszkańców podwodnych z góry, można skorzystać z licznych opcji snoarklingu. Przejrzystość wody jest absolutnie genialna tutaj. Widać na co idą te owe 30 ringgitów ;) Dla tych, co może już mają trochę dość paplania się w wodzie (jeśli w ogóle można mieć tego dość :P) zawsze można wybrać się na jakiś spacer/mały trekking po lokalnej dżungli, albo przejść na inną plażę. Dla tych bardziej leniwych są dostępne wodne taksówki, które zabierają na inne plaże na wyspach. Koszt takiej jazdy w dwie stronę oczywiście uzależniony od odległości waha się od ok. 15 do 20 ringgitów.

Ja osobiście polecam ruszyć swoje zacne cztery litery i przejść choćby z Long Beach na Coral Beach. Cały spacer trwa aż (!) 10 minut. I już możemy zobaczyć oraz poczuć troszeczkę inną plażę, bo jak sama nazwa wskazuje - znajdziemy na niej dużo drobnych pozostałości z rafy koralowej.


P_20180924_131815-01.jpeg

Życie nocne na wyspie

Nie dość, że wylądowałyśmy na nieco bardziej imprezowej wyspie, to oczywiście trafiłyśmy na najbardziej „imprezową” plażę. Przez imprezową rozumiemy tutaj tyle, że jest kilka barów, gra muzyka, można się napić, najeść, rozkoszować się pokazami ognia przy akompaniamencie muzyki. A później można tańczyć do białego rana (albo do kiedy będzie muzyka grać). Ci, którzy reflektują nieco bardziej wyszukane smaki i cenniki - również znajdują się tutaj nieco bardziej „fancy” miejscówki :)

My zdecydowanie byłyśmy za małym barem na plaży gdzie po 19 rozpoczynały się pokazy ognia. Naprawdę robi to wrażenie. I cena piwka nie była jakaś bardzo wysoka - za małego Tigerka zapłacicie 8 ringgitów podczas happy hours albo 10 jak już się one skończą. Po pokazach rozpoczyna się impreza gdzie już można pobujać swoimi bioderkami ;)

Wujek Google i prognozy pogody

Na szczęście to, co obiecywał nam Wujek Google jeszcze zanim stanęłīśmy na brzegu Perhentian Kecil, nie sprawdziło się. No, nie do końca. Podczas naszej ostatniej nocy na wyspie padało dość intensywnie, ale tylko przez godzinę, może półtorej, zanim jeszcze słońce wzeszło. Także warto było tyle zapierniczać żeby móc pobyczyć się na tych pięknych plażach, czyż nie?

P_20180923_180953-01.jpeg

Koszty

Zazwyczaj na wyspach koszty noclegów czy ogólnie „życia” są nieco wyższe niż na lądzie. Perhentian nie jest tego wyjątkiem. Jeśli się dobrze poszuka i popyta, to zawsze można znaleźć tańszą restaurację czy nocleg - nie zawsze to co widzimy na booking.com to jedyne nasze opcje. Warto pochodzić od miejscówki do miejscówki i popytać o ceny, a można trochę grosza zaoszczędzić ;) Oczywiście i niezmiennie - jeżeli jedziemy „na bogato”, to wtedy czym chata bogata =)
Ceny obiadów wahają się od ok. 10 ringgitów w górę. Owoców w lokalnych „sklepach” no niestety nie znajdziecie, alkoholu zresztą też nie. Jedynie w barze lub restauracji. No nie można mieć wszystkiego w końcu :P

P_20180925_074206-01.jpeg

Dwa pełne dni totalnego relaksu i baterie już zostały naładowane. Zatem serca w górę i czas ruszać dalej. Kolejnym przystankiem na naszej malezyjskiej trasie jest Taman Negara, z malezyjskiego oznacza po prostu Park Narodowy. Z wyspy do dżungli - całkiem spoko przeskok ;) Nie będę zdradzać więcej szczegółów, tylko zapraszam do śledzenia bloga i kolejnych postów.

Do zobaczyska!

Karola

P.S. Tak, te wszystkie zdjęcia, które właśnie oglądacie zostały zrobione na Perhentian Kecil ;)

P.S. 2 - z ciekawostek zapomniałam dodać, że prąd jest wyłączany w godzinach 7 - 19 w hostelach. Ja osobiście byłam dość zaskoczona tym faktem, bo jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałam =]

Komentarze

SortujNajlepsze