pl.NETWORK

Netflix dla graczy? Historia abonamentów z grami. Część II: Streaming i Potforki

0 komentarzy

gameeit
53
11 dni temu4 min czytania

Poprzedni artykuł skończyliśmy na serwisie GamersUniverse który pożył około 3 miesięcy. Krótko, nawet bardzo krótko. Serwis poczynił chyba wszystkie błędy które powtarzać będą jego następcy w nadzieji, że tym razem się uda. Zostawiamy jednak na chwilę wypożyczalnie i kierujemy nasze oczy na rewolucję na miarę GameLine wspomnianego w pierwszej części. W 2010 roku zadebiutowała usługa OnLive która miała ambicję stać gamingową rewolucją. Wszystko opierało się na prostej idei: Po co nam komputer skoro mozemy zwyczajnie streamować rozgrywkę w serwera znajdującego się setki kilometrów od nas dzięki szybkiemu łączu internetowemu? Wydaje się, że pomysł bez pudła. Komputer kosztuje kilka tysięcy, trzeba bawic się w ściąganie ze Steam lub kupować grę w sklepie, potem ją instalować i dopiero możemy pograć. Łatwiej będzie po prostu kupić sobie subskrypcję lub grę w OnLive i o nic się nie martwić. Teoretycznie. W praktyce nie było tak kolorowo, w 2010 roku internet w większości polskich domów miał prędkość 1-2 mbitów czyli ledwo wystarczał na minimum potrzebne do grania, a czasem nawet nie. Oczywiście jeśli ktoś miał internet na światłowodzie to nie było tak źle i można było grać we wszystkie produkcje w miarę komfortowo, w miarę bo serwery były zlokalizowane w USA i Europie zachodniej tak więc Polak miał problem, a co dopiero mieszkaniec Azji czy Austriali (u nich na dodatek aplikacja miała problem z odwróconym obrazem). Ale załóżmy, że targetem był odbiorca własnie z USA czy krajów Starej Unii, tutaj problemów z lagami raczej nie było, chociaż i gracze z USA narzekali na pokazy slajdów, przynajmniej na początku.

Jednakże to, że coś działa jest warunkiem koniecznym, a nie wystarczającym do sukcesu. Tutaj zabrakło sprawności, a co dopiero innych aspektów. OnLive przynosiło rewolucję w czasie wojny DRM vs Fizyczne kopie. Chcieli sprzedawać streamy gier w czasach w których gracze wciąż nie byli przekonani, czy Steam jest dobrym rozwiązaniem. Tutaj potrzebny był silny marketing skierowany na zwalczanie obiekcji dotyczących centralizacji i wystarczającej szybkości łączy i serwerów. Nie było go. Na dodatek ceny gier również były bardzo wysokie w porównaniu z cenami pudełek czy wersji elektronicznych. 50 dolarów za roczniaka to zdecydowanie za duża cena, a wypożyczeniami na kilka dni mało kto był zainteresowany. Oliwy do ognia dolewał fakt, że za samo korzystanie z usługi należało płacić 15 dolarów abonamentu. Świetny start, nie ma co. Ostatecznie firma szybko wycofała się z obowiązkowego abonamentu i wprowadziła subskrypcje wybranego pakietu gier za 10 dolarów miesięcznie. Tutaj nie było nowości, ale mogła być to alternatywa dla osób które nie identyfikują się jako gracze. Ostatecznie jednak firma w 2012 roku zrobiła psikusa swoim pracownikom i z dnia na dzień zbankrutowała. Ludzie zostali bez pracy i pieniędzy, bo część wynagrodzenia otrzymywali w bezwartościowych teraz akcjach firmy. Nie był to ostateczny koniec. W 2014 roku firma powróciła z usługą streamów gier które posiadaliśmy na koncie Steam i dała możliwość kupowania tytułów na Steam i OnLive jednocześnie. To jednak nie pomogło i juz w 2015 roku została wykupiona przez Sony, który po przejęciu patentów - zamknął OnLive. Konkluzja jest taka, że jeśli chcesz nieść rewolucję musisz mieć odpowiednio silne plecy, w przypadku OnLive - tego zabrakło.

Teraz coś z typowo Polskiego podwórka - Boxoff Play. Usługa stworzona przez Techland, gdzie nie było najlepszych gier Techlandu. Cóż na tym mógłbym zakończyć wywód. W zamian za abomanent dostawaliśmy dostęp do gier których miejsce było w kioskach za 9,99, ewentualnie dodawanych do czasopism w stylu "Przyjaciółka" albo "Mamo to ja". Tragedia tak wielka, że w sens nie wierzył nawet producent, nie udostępniajac tam chociażby Dead Island. Nie dziwi więc fakt, że niedługo później serwis został zamknięty i raczej już nikt nie podejmował próby wprowadzania netflixa dla graczy na polskim Rynku.

Kolejnym potworkiem który leci na tapetę jest Oneplay - Niby fajny serwis który wykupił Desurę. Nie bardzo wiadomo skąd się wziął, ale około 2016 roku miał już poważne problemy. Na tyle poważne, że sprzedawał roczne subskrypcje za dolara. Tak, za jakieś 3,5 zł można było dostać dostęp do całego katalogu gier. Oczywiście kupiłem ten pakiet i pograłem chwilę. I wiecie co? Nie byłoby tak źle, regularna subskrypcja bylaby może za droga, ale okazało się, że nawet 1 dolar to zbyt wiele. Serwis nie działał. Gry były tak zabugowane, że chyba Oneplay psuł je specjalnie. Niedziałające zapisy, niedziałające sterowanie, problemy z uruchamianiem gier i aplikacją. TRAGEDIA! Zamiast zabawy było tylko myslenie czy nie zakładać sporu na paypalu o tego dolca którego zapłaciłem? Najgorzej, nie naprawili tego przez cały rok. Rok. Tak bardzo mieli gdzieś swoją platformę. Teraz chyba już upadła bo na stronę nie da się wejść. Mam tylko nadzieję, że ekipa ją tworząca zwija za karę drut kolczasty bez rękawiczek stojąc gołymi stopami na klockach lego.

Część trzecia i ostatnia: Click

Źródła grafik
1
2
3
4



Artykuł autorstwa: @barbarossastudio, dodany za pomocą serwisu GameeIT

Komentarze

SortujNajlepsze