pl.NETWORK

Droga Wywyższonych #1

5 komentarzy

anshia
49
9 dni temu3 min czytania


Źródło: Pixabay

Ciepłe, jesienne popołudnie zachęcało do wyjścia na zewnątrz. Nie można było przegapić ostatniej okazji na wygrzaniu się na słońcu. Nic dziwnego, że główna ulica miasteczka tętniła życiem o tej porze. Gęsto rozstawione kramy zachęcały przechodniów do wyjęcia swoich sakiewek w poszukiwaniu srebrnych monet. Nikt nie zwrócił uwagi na samotnie idące dziecko. Może 7-letnia dziewczynka o długich, kruczoczarnych włosach pełnych kołtunów. Na jej twarzy gościł uśmiech, kiedy radośnie szła przed siebie. Odziana była w postrzępione i zakurzone łachy, niczym dziecko żebraków.

Dziewczynka dotarła pod wielki pomnik Pierwszego, stwórcy tego świata. Miejsca, które nie były świątyniami, ale miały związek z religią, chroniono przez strażników wyznania o każdej porze dnia i nocy. Podobnie było tutaj, trójka rosłych mężczyzn przechadzała się wokół monumentu. Zerknęli na stojące dziecko, ale nie zrobili nic poza tym. Dopóki nie podchodziła bliżej, nie mieli zamiaru interweniować. Dbali o porządek, który był wyrazem szacunku w stosunku do bóstwa. Każdy, kogo nie stać na wizytę w świątyni, mógł się tutaj modlić lub złożyć datek dla zakonu.

Wymierzyła palcem w kierunku maski. Gniewnym wzrokiem spojrzała na podobiznę Pierwszego, a jej wyraz twarzy natychmiast przybrał mroczniejszy wygląd. Dziesięciometrowy pomnik przedstawiał zamaskowanego człowieka skrywającego swoje ciało pod płaszczem. Na plecach miał tylko przewieszoną płonącą latarnię, która oświetlała miasto.
– Przewyższę ciebie i stanę ponad tą żałosną hierarchią. Ty który zwies... – Nie skończyła swoich słów, gdy na swojej szyi poczuła uścisk. Chwilę później już nieprzytomna dziewczynka została zaciągnięta za Zachodnią Bramę…

– A przynajmniej tak ludzie na targu opowiadali. Nikt nie wie co później stało się z tym dzieckiem. Podobno wrzucono je do rzeki, którą płyną nieczystości. Od tamtego czasu nie widzieli jej w mieście, rozumiesz? – Mężczyzna wziął duży łyk piwa, zastanawiając się czy powiedział wszystko. Jego towarzysz siedział nieruchomo od samego początku, kiedy się przysiadł. Zdawał się równie ludzki co wcześniej wspominany monument.
– W ogóle kto wypuszcza dziecko samo przed ten przeklęty pomnik. Strażnicy są niczym golemy bez woli, bez jakiegoś serca czy czegokolwiek ludzkiego w środku. Przecież jakby tam jaka karczma stała obok, to by zaraz te więzienia zostały wypełnione po brzegi. Nikt nas nie pytał w co chcemy wierzyć, czy chcemy wyznawać takie coś. – Wypowiedział szeptem, chociaż szum w pomieszczeniu skutecznie uniemożliwiał jakiekolwiek podsłuchiwanie.
– Zgodnie z umową, trzymaj to i wypij sobie co tam chcesz. – Do tej pory milczący mężczyzna wstał od stołu, naciągnął kaptur na głowę i wyszedł z karczmy. Zostawił złotą monetę, chociaż pewnie ta opowieść nie była warta nawet i brązowej. Któż zabroni mu mieć czasami gest dla zwykłych ludzi. Wyszedł z karczmy, był już późny wieczór. Opustoszałe ulice wydawały się otulone jakąś niewytłumaczalną aurą ciężkości. Wszyscy już zaszyli się w swoich domostwach, czekając na nowy dzień.
Tylko on szedł niewzruszony ku Zachodniej Bramie, zwanej też Murem Heretyków.

Komentarze

SortujNajlepsze